Głowa pełna pomysłów. Nie zaległości.
Najwięcej dała mi myśl, że nie muszę wszystkiego nosić w głowie. Zadania, pomysły i niedokończone sprawy potrzebują swojego miejsca. Wtedy łatwiej skupić się na tym, co robię teraz, zamiast co chwilę przypominać sobie o piętnastu innych rzeczach.
Ten fundament nadal mi pasuje. Zmienia się za to sposób wykonania. Gdy obok pojawiają się agenci AI, między „muszę to zrobić” a „zrobione” może być znacznie mniej mojej pracy. Poniżej siedem zmian, które widzę w takim podejściu. To moja adaptacja do nowych narzędzi.
Siedem zmian, które robią różnicę
-
Coraz więcej rzeczy mieści się w pięciu minutach. Pierwszy szkic, porównanie ofert czy wyciągnięcie danych z pliku potrafią przestać być zadaniem na pół popołudnia. Przy przetwarzaniu dokumentów z AI agent może przygotować materiał do sprawdzenia, zanim skończę kawę. Oczywiście zależy to od zadania i jakości źródeł.
-
Zamiast dopisywać do listy — od razu deleguję. Jeśli wiem, jaki ma być efekt, przekazuję zadanie agentowi. W dobrze ustawionym systemie zadanie zostaje zapisane, agent je realizuje, pilnuje ustalonego terminu i wraca z wynikiem albo pytaniem. Gdy pomysł jest jeszcze mglisty, najpierw go zapisuję i doprecyzowuję.
-
Opisuję wynik, a nie każdy ruch myszką. „Przygotuj porównanie trzech ofert, zaznacz różnice i podaj źródła” daje więcej niż „zajmij się ofertami”. Kilka konkretnych zdań na początku oszczędza później serię pytań i poprawek. Od razu ustalam też, co mogę odebrać jako gotowe.
-
Porządkuję wiedzę, żeby nie tłumaczyć firmy od początku. Aktualne zasady, ustalenia i materiały w jednej firmowej bazie wiedzy mogą dać agentom potrzebny kontekst. Pod warunkiem że mają właściwy dostęp, a ja wiem, które źródło jest aktualne. Mniej kopiowania tych samych informacji, więcej ciągłości.
-
Powtarzalne zadanie zamieniam w proces. Jeśli co tydzień zlecam to samo, warto ustalić wyzwalacz, kolejne kroki i moment mojego odbioru. Tak powstaje automatyzacja procesu, która może ruszać według uzgodnionych zasad. Kolejne przypomnienie „zrób raport” przestaje być moim stałym obowiązkiem.
-
Przeglądam decyzje i wyjątki. Zamiast pytać każdego agenta „jak idzie?”, chcę widzieć: co jest gotowe, co utknęło i gdzie potrzebna jest moja decyzja. Regularny przegląd nadal ma sens. Teraz pomaga też sprawdzić, czy delegowana praca zmierza w dobrą stronę, zanim drobna pomyłka urośnie.
-
„Zrobione” musi mieć pokrycie. Do wyniku potrzebuję pliku, źródła, porównania albo potwierdzenia sprawdzenia. Przy porządkowaniu danych chcę wiedzieć, co zmieniono i czy zachowano ich spójność. Samo „gotowe!” w rozmowie jeszcze nie zamyka sprawy. Zakres samodzielnego działania agenta ustalam wcześniej.
David, czekam na kolejny rozdział
„Getting Things Done” Davida Allena nadal polecam. To fundament, do którego warto dziś dołożyć agentów AI — dla spokojniejszej głowy i większej liczby zakończonych spraw. Więcej o metodzie: Getting Things Done.
A może David wyda książkę w wariancie uwzględniającym AI? Czekam z niecierpliwością! Zwłaszcza na rozdział o cotygodniowym przeglądzie z zespołem, który nie potrzebuje kawy.
Co z Twojej listy zadań można już przekazać agentom AI? Porozmawiajmy, od czego zacząć.
